Wioślarz Marek Kolbowicz (AZS Szczecin) już po raz piąty wystąpi w igrzyskach. Po raz pierwszy jednak nie będzie mieszkał w głównej wiosce olimpijskiej w Londynie. Nie kryje rozczarowania tym faktem, a także bardzo skromnym menu w stołówce.

Zdjęcie

Marek Kolbowicz /fot. Adam Ciereszko /PAP
Marek Kolbowicz
/fot. Adam Ciereszko /PAP
Wioślarze, a także kajakarze rywalizować będą na torze regatowym w Eton, oddalonym ok. 50 km od Parku Olimpijskiego. Dlatego też organizatorzy zakwaterowali sportowców w Royal Holloway College w Egham, położonym o 20 minut drogi autobusem od toru. W przeciwnym razie zawodnicy z wioski położonej na Stratford, jechaliby w jedną stronę ponad półtorej godziny.

"Szkoda, że nie jesteśmy razem z innymi sportowcami, tak jak to miało miejsce w poprzednich igrzyskach. A tak oglądamy te same "mordki" jak w zawodach Pucharu Świata czy mistrzostwach globu. Może tylko ładniej jesteśmy ubrani. Pokoje są ładne, z internetem, tyle że bez radia i telewizji" - zaznaczył 41-letni Kolbowicz.

Reklama

Jak dodał, właśnie wioska olimpijska jest tym wyjątkowym i charakterystycznym elementem dla igrzysk. O jednym czasie i w jednym miejscu spotykają się wszyscy sportowcy.

"No może oprócz żeglarzy, lecz oni prawie zawsze mieli "przechlapane". Ale faktycznie, jest to okazja aby lepiej się poznać. A tak z siatkarzami otrzymaliśmy razem nominacje i tyle się widzieliśmy. Jutro w wiosce jest wciągnięcie biało-czerwonej flagi na maszt, ale jak mamy spędzić w autobusie ponad trzy godziny, to raczej nie wchodzi to w rachubę. Szkoda, bo jak znam życie zaraz po zakończeniu zawodów wpakują nas w samolot do Polski i nawet nie zobaczymy ani wioski, ani Parku Olimpijskiego. W Pekinie było podobnie. Chciałem trochę pozwiedzać, a parę godzin po tym jak zdobyliśmy złoty medal, musieliśmy już wracać" - wspomniał.

"Nie narzekamy jednak, bo nie przyjechaliśmy tutaj zawierać nowe przyjaźnie, ale do roboty. Będziemy się bić i zwyciężać" - zaznaczył.

Mistrz olimpijski jest rozczarowany skromnym menu w stołówce. Jego zdaniem posiłki pozostawiają wiele do życzenia.

"Rano było na przykład angielskie śniadanie bez żadnego wyboru. Jaja na bekonie, i to z proszku, więc ich nie dotknąłem. Jestem trochę zniesmaczonym tym. Na poprzednich igrzyskach mieliśmy kuchnie świata. Naprawdę były smaczne, takie wysublimowane potrawy. A ja uważam, że zawody wygrywasz albo przegrywasz na stołówce. To ciekawa teoria, ale prawdziwa. W Pekinie mieliśmy pełen wybór, kuchnie świata" - stwierdził.

Wioślarze rywalizację rozpoczną 28 lipca.

Która z Polek zasługuje na medal? Głosuj!

Artykuł pochodzi z kategorii: Londyn 2012

Więcej na temat:Londyn 2012 | Marek Kolbowicz

Zobacz również

  • ​Polski siłacz Dołęga nie poddaje się: "Wstaję z kolan"

    Po spektakularnej porażce najłatwiej jest wywiesić białą flagę, złożyć broń. Takie myśli nachodziły w Londynie naszego sztangistę Marcina Dołęgę, ale Polak postanowił zacisnąć zęby i walczyć dalej! więcej