Agnieszka i Urszula Radwańskie dzielnie walczyły, ale ostatecznie musiały uznać wyższość najlepszego kobiecego debla świata - Huber/Raymond ulegając 4:6, 6:7 (3-7).

- Siostry Radwańskie zagrały świetny tenis, znakomicie reprezentowały swój kraj. Powinniście być z nich dumni - podkreślała po meczu Leizel Huber.

Huber i Raymond w deblu wygrały już wszystko, do Londynu przyjechały po złote medale. - To dla nas wielki honor grać dla całego kraju. W takim momencie nie możesz sobie pozwolić nawet na chwilę dekoncentracji, musisz kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa - tłumaczyła mi po meczu urodzona w RPA Leizel Huber. Oprócz paszportu USA zachowała też ten z RPA.

Reklama

36-letnia Huber i o trzy lata starsza Lisa Raymond w deblu są jak automaty. Nie ruszają się zbyt dużo, nie biegają, nie idą na długie wymiany. Ustawiają się jak najbliżej siatki i wymiatają z woleja wywierając presję na rywalkach.

Suma umiejętności Urszuli i Agnieszki jest pewnie znacznie większa, ale zgranie, opanowanie deblowych schematów to atut doświadczonych Amerykanek. I one procentowały.

W pierwszym secie siostry Radwańskie nie utrzymały serwisu w pierwszym gemie i później, choć robiły co mogły, nie udało się im odrobić straty. Przegrały seta do 4 po 38-minutowej walce.

"Isia" z Ulą ani myślały się poddawać. Co chwilę korygowały grę, podpowiadały sobie różne rozwiązania i w drugim secie przełamały serwis Amerykanek wychodząc na prowadzenie 3:1, a później prowadziły nawet 5:2. Mały, czternasty kort był szczelnie wypełniony, dominowali na nim Polacy krzycząc: "Polska! Polska!", a także "Kraków! Kraków!". To niosło nasze dziewczyny.

- Jak na tak mały kort atmosfera była wspaniała. W dopingu Polacy wygrali zdecydowanie - przyznała Lisa Raymond.

Sęk w tym, że przy stanie 3:5 Amerykanki wygrały gema przy serwisie Urszuli, za moment, przy podaniu Huber doprowadziły do stanu po pięć. I choć nasz debel dwoił się i troił, Huber/Raymond przypieczętowały swoją przewagę w tie-breaku, który wygrały 7-3.

Ale i tak siostry Radwańskie dostały zasłużone brawa i gromkie: "Dziękujemy!". Lobami, minięciami, zagraniami z woleja pod stopy zmusiły rywalki do największego wysiłku.

- Wiedziałyśmy, że to będzie ciężka przeprawa. Przecież siostry Radwańskie to jedna z najlepszych par na świecie. Są siostrami, więc znają się znakomicie. Na dodatek obie wypadły już z turnieju singlowego, więc wszystkie siły rzuciły na debla. No i grały w nim wielki tenis! - w rozmowie z INTERIA.PL komplementowała nasze siostry Huber. - W drugim secie miałyśmy szczęście, a także grałyśmy trochę agresywniej niż one. Ale siostry naprawdę świetnie reprezentowały swój graj, więc powinniście być z nich dumni!

Agnieszka Radwańska ma jeszcze ciągle szanse na olimpijski medal. W środę wystąpi w mikście z Marcinem Matkowskim. W pierwszej rundzie zmierzą się Samanthą Stosur i Lleytonem Hewittem z Australii. Polski mikst zagra swój pierwszy mecz w środę, jako trzecie spotkanie na korcie 14.

Z Wimbledonu Michał Białoński

2. runda debla

Agnieszka i Urszula Radwańskie (Polska) - Liezel Huber i Lisa Raymond (USA, 1)  4:6, 6:7 (3-7)

Artykuł pochodzi z kategorii: Londyn 2012

Zobacz również

  • Ryszard Stadniuk został ponownie przewodniczącym Zarządu Wioślarstwa Europejskiego (ERMB). Jak zaznaczył po powrocie do Polski, ma satysfakcję, że jego dotychczasową działalność wysoko ocenili... więcej