- Wiedziałyśmy, że Amerykanki będą grać na zasadzie serwis - wolej, return - wolej. Na woleju obie są niemal nie do przebicia, prawie jak ściana. Ale i tak mecz był bardzo wyrównany, grałyśmy dobrze i szkoda, że miałyśmy tak ciężkie losowanie - powiedziała nam po porażce w deblu (w parze z Urszulą) Agnieszka Radwańska.

Zdjęcie

Agnieszka Radwańska /. /AFP
Agnieszka Radwańska
/. /AFP
INTERIA.PL: Nie taki diabeł straszny... Huber/Raymond to para numer "jeden" na świecie, a drugiego seta mogłyście im spokojnie urwać.

Agnieszka Radwańska: - Faktycznie, a szczerze mówiąc, pierwszy też był w naszym zasięgu. Mecz był wyrównany od samego początku do samego końca. W drugim secie prowadziłyśmy 5:2, ale to była przewaga jednego tylko przełamania. Później ten "break" niestety uciekł i nie udało się wywalczyć kolejnego.

Reklama

Teraz możemy tylko żałować, że miałyśmy takie losowanie. Grałyśmy w deblu naprawdę dobrze.

W meczu z Hantuchovą i Cibulkovą często wędrowałyście do siatki. Dzisiaj tego unikałyście. Dlaczego? Wiedziałyście, że wymiany z woleja pod siatką są atutem rywalek?

- Wiedziałyśmy, że Amerykanki będą grać na zasadzie serwis - wolej, return - wolej. Na woleju obie są niemal nie do przebicia, prawie jak ściana. Ciężko z nimi wygrać takie wymiany. Dlatego próbowałyśmy ich unikać za wszelką cenę. I dość dobrze nam to wychodziło, aczkolwiek potwierdziło się, że one nie przez przypadek są parą numer jeden na świecie. W debla grają od lat i ciągle są w czołówce. Ciężko z nimi nawiązać walkę, zwłaszcza na trawie (słowa Agnieszki potwierdziła Raymond mówiąc mi później: "Kocham trawę" - przyp. red.).

Na trybunach dominowali nasi rodacy i mogłyście się poczuć jak w Polsce!

- Faktycznie, cała trybuna była polska. Naprawdę dobrze się gra przy takim dopingu. Nawet wtedy, gdy przegrywałyśmy kibice nas wspierali. Dzięki nim było super!

Zostaje Ci szansa na medal w mikście z Marcinem Matkowskim. Czeka was znowu ciężka przeprawa, gdyż trafiacie na australijską parę Stosur-Hewitt. Dlaczego zdecydowałaś się na grę z Matkowskim?

- Z uwagi na niski ranking niestety Łukasz Kubot odpadał. Wybór między Marcinem a Mariuszem Fyrstenbergiem był ciężki, gdyż są to zawodnicy na tym samym poziomie. Po naradzie wybraliśmy Marcina. Uznaliśmy, że przede wszystkim jego serwis będzie naszą mocną bronią. Zobaczymy, na ile nią postraszymy Australijczyków.

Czy zdążycie przeprowadzić chociaż jeden trening przed mikstem?

- To zależy od tego, na kiedy mecz zostanie zaplanowany. Jeśli na jutro, to będziemy musieli poprzestać tylko na rozgrzewce. Ale jeśli będziemy mieli dzień wolny, to jak najbardziej, coś potrenujemy.

Rozmawiał w Londynie: Michał Białoński

*Polski mikst zagra swój pierwszy mecz w środę, jako trzecie spotkanie na korcie 14.


Artykuł pochodzi z kategorii: Tenis ziemny

Zobacz również

  • Nie udało się siostrom Radwańskim, trzymajmy kciuki za Karolinę!

    Jedyną Polką, jaka pozostała na tenisowym placu boju na Wimbledonie jest Caroline Wozniacki, tyle że wygrywa dla Danii, ale zawsze chętnie rozmawia po polsku i ciepło wypowiada się o naszym kraju. więcej